Polar Circus (700 m, WI5) jest jednym z największych lodowych klasyków Kanadyjskich Gór Skalistych. Kiedy robiłem drogę po raz pierwszy z Krzysiem Pałką w 1995, wspinaczka zajęła nam 8 godzin, zejście zaś dalsze 3. Kiedy robiłem ją z Willem Gaddem w 2004, w ramach 20-godzinnej łańcuchówki, obróciliśmy w 4 godziny. Z całodniowej przygody zrobił się poranny wyskok (co być może jest na swój sposób smutne, ale nie o to tu chodzi). Na czym polegała różnica? Czego się w międzyczasie nauczyłem? Ostatnio znowu się trochę nad tym zastanawiałem, czytając ciekawy wpis Willa na temat szybkiego wspinania się po długich drogach lodowych. Po większości zgadzam się z Will’em, tak że to co piszę poniżej w dużej mierze pokrywa się z tym o czym on pisał, ale chciałbym też ując sprawę nieco szerzej i podzielić się swoimi doświadczeniami alpinistycznymi. A więc na czym polega sprawne wspinanie w górach (dla śmiertelników takich jak ja, nie dla ubermenschen jak Ueli Steck)?
- Bądź w dobrej formie fizycznej i wspinaczkowej. Jest to oczywiste, ale jak się dyszy na podejściu a potem ma się kłopoty z trudnościami technicznymi na drodze, to zabawa o wiele dłużej potrwa. Kiedy robiliśmy Polar Circus z Will’em, byłem i w lepszej formie jak i byłem też znacznie lepszym wspinaczem niż za pierwszym razem.
- Ruszaj się. Kilka lat temu po raz pierwszy zobaczyłem siebie wspinającego w lodzie na filmiku, który kolega nakręcił. Byłem nieprzyjemnie zaskoczony ile czasu traciłem robiąc rzeczy, które nie posuwały mnie wzwyż. Wbijałem dziabkę, znowu ją wyjmowałem; dobrze stając, jeszcze raz kopałem; wkładałem przelot, ale dalej się rozglądałem; itd. Wspinać się szybko to nie znaczy biec, to znaczy nie tracić niepotrzebnie czasu.
- Używaj pojedynczej liny. Podwójne plączą się a rozplątywanie ich zajmuje czas. Jeżeli na zejściu nie ma za wiele zjazdów, to jedna lina powinna wystarczyć (nawet jeżeli trzeba przez to zrobić dodatkowy zjazd czy dwa), a zmniejsza całkowity ciężar jaki się dźwiga. Jeżeli na zejściu zjazdów jest sporo (albo istnieje spora szansa ze się z drogi będzie wycofywać), to zapakuj do plecaka cienki sznurek (6 albo 7 mm) i wyciągnij go do zejścia.
- Używaj długiej liny (przeważnie posługuję się liną 70 m x 9.2 mm), szczególnie na lodzie gdzie tarcie na wyciągach jest niewielkie. Najwięcej czasu traci się na stanowiskach, a długie wyciągi zmniejszają całkowitą ilość stanowisk jakie się zakłada. Są oczywiście (jak we wszystkim) wyjątki: jak trafisz na dobre miejsce na stanowisko po 40 metrach, to szybciej jest z niego skorzystać niż wyciągać dalsze 30 metrów pionu, i potem tracić pół godziny na założenie wiszącego stanu.
- Posługuj się przyrządem w rodzaju Petzl Reverso, czy Black Diamond ATC-Guide do asekuracji drugiego. Pozwala to prowadzącemu odpocząć na stanowisku, coś zjeść albo się napić, podczas gdy drugi się wspina. Ogólna zasada jest tu taka żeby jak najmniej było chwil kiedy nikt się nie wspina.
- Zmieniaj się na prowadzeniu co kilka wyciągów a nie co każdy wyciąg. Pozwala to na lepszy rytm, bowiem prowadzący odpoczywa kiedy drugi robi wyciąg. Jak ten dochodzi do stanu, ten pierwszy jest ponownie gotowy do akcji. Jest tez wszystkim cieplej bo się stoi na stanowisku o połowę krócej.
- Wspinaczka z lotną asekuracją jest o wiele bardziej ryzykowna niż ze sztywną. Ale pomimo to na wielu drogach górskich lotna asekuracja jest po prostu konieczna aby je skończyć w rozsądnym czasie. Zasada jest jednak taka, żeby na linie było co najmniej parę dobrych przelotów, inaczej lepiej się rozwiązać i pozbyć się iluzorycznej asekuracji z liny wpiętej do niczego.
- Nie bierz za dużo szpeju. Może ten niebieski Camalot raz czy drugi się przyda, ale jeżeli nie jest naprawdę konieczny, to go nie bierz. Po każdej wspinaczce zastanów się czego nie użyłeś, i nie bierz tego następnym razem. Więcej oszczędzisz na wadze biorąc o jednego cam’a mniej niż używając karabinków o kilka gramów lżejszych (a o kilka złotych droższych).
- Nie bierz za mało szpeju. Jeżeli ten niebieski Camalot spowoduje ze kluczowe miejsce szybko przejdziesz bo będziesz miał dobrą asekurację a przez to dobrą psychę, to szybciej wyjdzie nieść ten dodatkowy ciężar.
- Niezależnie od tego co pisałem powyżej o nie przesadzaniu z lekkim sprzętem, to używaj lekkiego sprzętu: cienkie taśmy z Dyneema, lekkie karabinki, krótsze śruby (w dobrym lodzie śruby 13 centymetrowe są niemal równie mocne jak te dłuższe), itp. Wspinanie na lekko jest o wiele przyjemniejsze i szybsze.
- Sporo ciężaru można też oszczędzić na ubraniu i plecaku. Owszem, ten pancerny Gore-Tex czy niezniszczalny plecak z Cordura posłużą przez długie lata, ale sprawniej i szybciej będziesz się poruszał jeżeli ten sprzęt będzie o połowę lżejszy. To prawda, szybciej się wytrze, ale chyba że się uwielbia ciasne kominy to powinien kilka sezonów posłużyć.
Na koniec kilka ogólnych uwag. Pisząc powyższe myślałem przede wszystkim o wspinaniu lodowym i alpejskim, bo takie lubię i na takim trochę się znam. Rozgadałem się nieco o szpeju, ale nie o to głównie chodzi. Im lepiej się wspina, tym mniej się go targa, i tym szybciej się porusza.
Co do stylu wspinaczki to nie umiem i nie lubię haczyć, i czy w lecie czy w zimie próbuję wspinać się klasycznie. Przeważnie jest to też najszybszy sposób poruszania się w ścianie. Zdarza mi się jednak czasami „tracić czas” na zrobienie czegoś klasycznie (nawet na drugiego) gdy byłoby szybciej chwycić się pętli i iść dalej. Ale przynajmniej mnie we wspinaniu chodzi właśnie o to ostatnie: o wspinanie. Czy się drogę zrobi czy nie przecież tak naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia. Co dla nas, wspinaczy, ma znaczenie, to jak się drogę zrobiło.
Obrazki z zeszłorocznego przejścia drogi The Wild Thing na pn.-wschodniej ścianie Mt. Chephren w Kandyjskich Górach Skalistych w stylu „single push” (27 godzin w ścianie).









