<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Rafał Sławiński - blog</title>
	<atom:link href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog</link>
	<description>Blog Rafała Slawińskiego na wspinanie.pl</description>
	<lastBuildDate>Fri, 05 Mar 2010 09:45:56 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>Szybkie (a może po prostu sprawne) wspinanie</title>
		<link>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/03/05/szybkie-a-moze-po-prostu-sprawne-wspinanie/</link>
		<comments>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/03/05/szybkie-a-moze-po-prostu-sprawne-wspinanie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 05 Mar 2010 00:06:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rafal</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/?p=44</guid>
		<description><![CDATA[Polar Circus (700 m, WI5) jest jednym z największych lodowych klasyków Kanadyjskich Gór Skalistych. Kiedy robiłem drogę po raz pierwszy z Krzysiem Pałką w 1995, wspinaczka zajęła nam 8 godzin, zejście zaś dalsze 3. Kiedy robiłem ją z Willem Gaddem w 2004, w ramach 20-godzinnej łańcuchówki, obróciliśmy w 4 godziny. Z całodniowej przygody zrobił się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Polar Circus </em>(700 m, WI5) jest jednym z największych lodowych klasyków Kanadyjskich Gór Skalistych. Kiedy robiłem drogę po raz pierwszy z Krzysiem Pałką w 1995, wspinaczka zajęła nam 8 godzin, zejście zaś dalsze 3. Kiedy robiłem ją z Willem Gaddem w 2004, w ramach 20-godzinnej łańcuchówki, obróciliśmy w 4 godziny. Z całodniowej przygody zrobił się poranny wyskok (co być może jest na swój sposób smutne, ale nie o to tu chodzi). Na czym polegała różnica? Czego się w międzyczasie nauczyłem? Ostatnio znowu się trochę nad tym zastanawiałem, czytając <a href="http://gravsports.blogspot.com">ciekawy wpis Willa </a>na temat szybkiego wspinania się po długich drogach lodowych. Po większości zgadzam się z Will’em, tak że to co piszę poniżej w dużej mierze pokrywa się z tym o czym on pisał, ale chciałbym też ując sprawę nieco szerzej i podzielić się swoimi doświadczeniami alpinistycznymi. A więc na czym polega sprawne wspinanie w górach (dla śmiertelników takich jak ja, nie dla ubermenschen jak Ueli Steck)?</p>
<ul>
<li>Bądź w dobrej formie fizycznej i wspinaczkowej. Jest to oczywiste, ale jak się dyszy na podejściu a potem ma się kłopoty z trudnościami technicznymi na drodze, to zabawa o wiele dłużej potrwa. Kiedy robiliśmy <em>Polar Circus</em> z Will’em, byłem i w lepszej formie jak i byłem też znacznie lepszym wspinaczem niż za pierwszym razem.</li>
<li>Ruszaj się. Kilka lat temu po raz pierwszy zobaczyłem siebie wspinającego w lodzie na filmiku, który kolega nakręcił. Byłem nieprzyjemnie zaskoczony ile czasu traciłem robiąc rzeczy, które nie posuwały mnie wzwyż. Wbijałem dziabkę, znowu ją wyjmowałem; dobrze stając, jeszcze raz kopałem; wkładałem przelot, ale dalej się rozglądałem; itd.  Wspinać się szybko to nie znaczy biec, to znaczy nie tracić niepotrzebnie czasu.</li>
<li>Używaj pojedynczej liny. Podwójne plączą się a rozplątywanie ich zajmuje czas. Jeżeli na zejściu nie ma za wiele zjazdów, to jedna lina powinna wystarczyć (nawet jeżeli trzeba przez to zrobić dodatkowy zjazd czy dwa), a zmniejsza całkowity ciężar jaki się dźwiga. Jeżeli na zejściu zjazdów jest sporo (albo istnieje spora szansa ze się z drogi będzie wycofywać), to zapakuj do plecaka cienki sznurek (6 albo 7 mm) i wyciągnij go do zejścia.</li>
<li>Używaj długiej liny (przeważnie posługuję się liną 70 m x 9.2 mm), szczególnie na lodzie gdzie tarcie na wyciągach jest niewielkie. Najwięcej czasu traci się na stanowiskach, a długie wyciągi zmniejszają całkowitą ilość stanowisk jakie się zakłada. Są oczywiście (jak we wszystkim) wyjątki: jak trafisz na dobre miejsce na stanowisko po 40 metrach, to szybciej jest z niego skorzystać niż wyciągać dalsze 30 metrów pionu, i potem tracić pół godziny na założenie wiszącego stanu.</li>
<li>Posługuj się przyrządem w rodzaju Petzl Reverso, czy Black Diamond ATC-Guide do asekuracji drugiego. Pozwala to prowadzącemu odpocząć na stanowisku, coś zjeść albo się napić, podczas gdy drugi się wspina. Ogólna zasada jest tu taka żeby jak najmniej było chwil kiedy nikt się nie wspina.</li>
<li>Zmieniaj się na prowadzeniu co kilka wyciągów a nie co każdy wyciąg. Pozwala to na lepszy rytm, bowiem prowadzący odpoczywa kiedy drugi robi wyciąg. Jak ten dochodzi do stanu, ten pierwszy jest ponownie gotowy do akcji. Jest tez wszystkim cieplej bo się stoi na stanowisku o połowę krócej.</li>
<li>Wspinaczka z lotną asekuracją jest o wiele bardziej ryzykowna niż ze sztywną. Ale pomimo to na wielu drogach górskich lotna asekuracja jest po prostu konieczna aby je skończyć w rozsądnym czasie. Zasada jest jednak taka, żeby na linie było co najmniej parę dobrych przelotów, inaczej lepiej się rozwiązać i pozbyć się iluzorycznej asekuracji z liny wpiętej do niczego.</li>
<li>Nie bierz za dużo szpeju. Może ten niebieski Camalot raz czy drugi się przyda, ale jeżeli nie jest naprawdę konieczny, to go nie bierz. Po każdej wspinaczce zastanów się czego nie użyłeś, i nie bierz tego następnym razem. Więcej oszczędzisz na wadze biorąc o jednego cam&#8217;a mniej niż używając karabinków o kilka gramów lżejszych (a o kilka złotych droższych).</li>
<li>Nie bierz za mało szpeju. Jeżeli ten niebieski Camalot spowoduje ze kluczowe miejsce szybko przejdziesz bo będziesz miał dobrą asekurację a przez to dobrą psychę, to szybciej wyjdzie nieść ten dodatkowy ciężar.</li>
<li>Niezależnie od tego co pisałem powyżej o nie przesadzaniu z lekkim sprzętem, to używaj lekkiego sprzętu: cienkie taśmy z Dyneema, lekkie karabinki, krótsze śruby (w dobrym lodzie śruby 13 centymetrowe są niemal równie mocne jak te dłuższe), itp. Wspinanie na lekko jest o wiele przyjemniejsze i szybsze.</li>
<li>Sporo ciężaru można też oszczędzić na ubraniu i plecaku. Owszem, ten pancerny Gore-Tex czy niezniszczalny plecak z Cordura posłużą przez długie lata, ale sprawniej i szybciej będziesz się poruszał jeżeli ten sprzęt będzie o połowę lżejszy. To prawda, szybciej się wytrze, ale chyba że się uwielbia ciasne kominy to powinien kilka sezonów posłużyć.</li>
</ul>
<p>Na koniec kilka ogólnych uwag. Pisząc powyższe myślałem przede wszystkim o wspinaniu lodowym i alpejskim, bo takie lubię i na takim trochę się znam. Rozgadałem się nieco o szpeju, ale nie o to głównie chodzi. Im lepiej się wspina, tym mniej się go targa, i tym szybciej się porusza.</p>
<p>Co do stylu wspinaczki to nie umiem i nie lubię haczyć, i czy w lecie czy w zimie próbuję wspinać się klasycznie. Przeważnie jest to też najszybszy sposób poruszania się w ścianie. Zdarza mi się jednak czasami „tracić czas” na zrobienie czegoś klasycznie (nawet na drugiego) gdy byłoby szybciej chwycić się pętli i iść dalej. Ale przynajmniej mnie we wspinaniu chodzi właśnie o to ostatnie: o wspinanie. Czy się drogę zrobi czy nie przecież tak naprawdę nie ma najmniejszego znaczenia. Co dla nas, wspinaczy, ma znaczenie, to jak się drogę zrobiło.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt1.jpg"><img class="size-medium wp-image-50 aligncenter" title="twt1" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt1-185x300.jpg" alt="" width="185" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt2.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-51" title="twt2" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt2-300x238.jpg" alt="" width="300" height="238" /></a></p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt3.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-52" title="twt3" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt3-300x272.jpg" alt="" width="300" height="272" /></a></p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt4.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-49" title="twt4" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt4-300x211.jpg" alt="" width="300" height="211" /></a></p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt5.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-54" title="twt5" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/03/twt5-191x300.jpg" alt="" width="191" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center">Obrazki z zeszłorocznego przejścia drogi The Wild Thing na pn.-wschodniej ścianie Mt. Chephren w Kandyjskich Górach Skalistych w stylu „single push” (27 godzin w ścianie).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/03/05/szybkie-a-moze-po-prostu-sprawne-wspinanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienie o Guy Lacelle</title>
		<link>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/01/20/wspomnienie-o-guy-lacelle/</link>
		<comments>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/01/20/wspomnienie-o-guy-lacelle/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2010 13:16:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/01/20/wspomnienie-o-guy-lacelle/</guid>
		<description><![CDATA[Miesiąc temu późnym wieczorem wróciłem do Calgary z Krakowa. Rano, odurzony jeszcze długim lotem i zmianą czasu, rozmawiałem z ojcem kiedy ten się spytał: A słyszałeś o Guy? Ogarnęło mnie złe przeczucie: Nie, nie słyszałem. Zginął wczoraj w lawinie.   Guy Lacelle w Górach Skalistych przy -30 C W Polsce nazwisko Guy Lacelle nie było [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image1.jpg"></a><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image2.jpg"></a><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image3.jpg"></a><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image4.jpg"></a>Miesiąc temu późnym wieczorem wróciłem do Calgary z Krakowa. Rano, odurzony jeszcze długim lotem i zmianą czasu, rozmawiałem z ojcem kiedy ten się spytał: A słyszałeś o Guy? Ogarnęło mnie złe przeczucie: Nie, nie słyszałem. Zginął wczoraj w lawinie.</p>
<p style="text-align: center"><img title="image1" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image1-206x300.jpg" alt="" width="206" height="300" /> </p>
<p style="text-align: center">Guy Lacelle w Górach Skalistych przy -30 C</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image1.jpg"></a></p>
<p>W Polsce nazwisko Guy Lacelle nie było raczej zbyt dobrze znane. Ale wśród wspinaczy lodowych w Ameryce Północnej Guy był postacią legendarną. Był uosobieniem podejścia do wspinaczki lodowej nieomal mnisiego w swej prostocie i surowości. Od ponad dwudziestu pięciu lat Guy wspinał się przeważnie sam (a raczej w towarzystwie swoich ukochanych psów), bez asekuracji, po najtrudniejszych drogach lodowych Ameryki Północnej i Europy.</p>
<p>Zaczął wspinać się w lodzie pod koniec lat 70. W tych czasach sprzęt do wspinaczki lodowej był jeszcze bardzo prymitywny, śruby lodowe zaś szczególnie. Asekurowanie się w pionowym lodzie było o wiele bardziej wyczerpujące od samej wspinaczki, co samo w sobie zachęcało do żywcowania. Ale choć Guy może zaczął żywcować z powodów praktycznych, to wspinał się w ten sposób do końca życia, ponieważ kochał ciszę w górach, towarzystwo swoich psów i płynny ruch w zamarzniętym pionowym świecie.</p>
<p>Na przełomie poprzedniego i tego stulecia wspinanie lodowe przeżywało kryzys a jednocześnie rozkwit. Wspinanie mikstowe miało bowiem swoich wielu adeptów ale też i przeciwników wśród „starej gwardii”. Guy z swoją renomą mógł się odnieść krytycznie do kilkunastometrowych ospitowanych dróg. Ale nie, rzucił się w ten nowy sport z entuzjazmem początkującego wspinacza, i szybko stał się w nim bardzo dobry. Była to dla niego po prostu jeszcze jedna forma zimowej wspinaczkowej zabawy.</p>
<p>W zeszłą sobotę byłem na ostatnim pożegnaniu z Guy. Gdyby był on tylko wspaniałym wspinaczem, nie byłoby tam tyle wzruszających wspomnień i wstrząsających wyrazów bólu. Guy był nie tylko wspaniałym, skromnym wspinaczem ale i wspaniałym, skromnym człowiekiem.</p>
<p>Rok dla Guy dzielił się na dwie połowy: zimą wspinał się, a latem sadził drzewa w Brytyjskiej Kolumbii, której lasy padają ofiara nienasyconego przemysłu. Jak sam kiedyś powiedział, większość ludzi zostawia po sobie dzieci. Jego dziećmi były drzewa, których w swoim życiu zasadził blisko milion.</p>
<p style="text-align: center"><a href="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image5.jpg"><img class="size-medium wp-image-37  aligncenter" title="image5" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image5-300x240.jpg" alt="" width="300" height="240" /></a></p>
<p style="text-align: center">Guy Lacelle w Pont Rouge, Quebec, przy swoim kamperze. Każdej zimy jeździł nim po Kanadzie i Stanach w poszukiwaniu lodospadów.</p>
<p>Z jednej strony był twardym człowiekiem gór i puszczy, z drugiej zaś kimś lekko stąpającym po tej Ziemi, pełnym szacunku dla każdej żywej istoty. Był nieostentacyjnym ale przekonanym jaroszem; potrafił zatrzymać się idąc ścieżka aby przenieść z niej gąsienice, której groziło rozdeptanie.</p>
<p>Najbardziej uderzyło mnie w przemowach na sobotnim spotkaniu to, że niezależnie czy mówili o nim partnerzy wspinaczkowi czy przyjaciele z zalesiania, to mówili o tej samej osobie. Guy nigdy nie udawał, nie zachowywał się inaczej, zależnie od sytuacji. W sposób prosty i uczciwy był po prostu sobą.</p>
<p>Co do mnie, to będzie mi Guy brakowało każdej jesieni, kiedy pojawiał się w Górach Skalistych po lecie pracy. Każda wspólna wspinaczka była wspaniałą przygodą, którą długo potem wspominałem. Jako że często obieraliśmy sobie ambitne cele, to te przygody nierzadko kończyły się późną nocą. W przypadku naszej próby łańcuchówki Slipstream, Weeping Pillar i Polar Circus, trzech wspaniałych dróg lodowych, przygoda zaczęła się jednego wieczoru a skończyła się dopiero kiedy zapadał już następny. Podczas gdy wspinaliśmy się, nie było nam potrzebne wiele słów: uśmiech w świetle czołówki wystarczał aby potwierdzić jaki wspaniały to życie ma smak.</p>
<p>Marge Lachecki, wdowa po Guy, powiedziała w zeszłą sobotę, że on, który tak bardzo kochał życie, żyje już teraz tylko poprzez nas. Tym bardziej więc zamierzam się tym życiem cieszyć.</p>
<p style="text-align: center"> <img title="image2" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image2-213x300.jpg" alt="" width="213" height="300" /><img title="image3" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image3-184x300.jpg" alt="" width="184" height="300" /><img title="image4" src="http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/files/2010/01/image4-193x300.jpg" alt="" width="193" height="300" /></p>
<p style="text-align: center">Guy Lacelle przed trzema kanadyjskimi klasykami: Slipstream, Weeping Pillar i Polar Circus. W 2002 roku podjęliśmy próbę łancuchówki tych trzech dróg. Nie udało się, ale co to była za wspaniała przygoda!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://rafalslawinski.wspinanie.pl/blog/2010/01/20/wspomnienie-o-guy-lacelle/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

